Smakujesz, jak wczorajsze piwo. Gorzki jesteś w smaku, wygazowany, kompletnie pusty. Drażnisz mnie, wzbudzasz we mnie niesmak. Irytacja, która się we mnie pojawia na twój widok rozsadza mnie od środka i wszystko krzyczy we mnie " Odejdź !" albo "Idź w innym kierunku!". Idziesz jednak w moim i mam ochotę skręcić w prawo lub w lewo, żeby tylko cię nie minąć, żeby tylko kolejny raz nie zdać sobie sprawy, że całkiem ładne masz te oczy i głos cholernie aksamitny, melodyjny, grany na jeden takt. Nienawidzę cię, pomimo, że wcale cię nie znam. Nic o tobie nie wiem. Ale chyba kobieciarz z ciebie i zimny dupek. Może to ona cię tak zmieniła , nie wiem, nie chcę się przekonać jak smakuję w porównaniu z nią. Nie chcę wiedzieć na swoim przykładzie jak bardzo nic niewarte są dla ciebie kobiety. I wcale nie o tobie chciałam pisać, lecz o tym, jak samotnie mi w tej wieczór, płynący leniwie i boleśnie. A może w jakiś sposób się to łączy, bo wiązałam z tobą nadzieję. Myślałam, że tym razem będzie inaczej, ale się pomyliłam. W moim przypadku nie może być inaczej. Historia lubi się powtarzać. Zaczęłam się nawet tego bać.
Przełamałam się i odważyłam. Już zdecydowałam. Nic nie zaszkodzi się sprawdzić. Przecież nic nie stracę. Czekam na 25 dzień cholernego, listopadowego miesiąca, który być może zapoczątkuję nowy rozdział w moim życiu.
Zrobiło się gorąco i tłoczno od myśli. Zdawkowo, ale mam nadzieję, że starczy.