Smakujesz, jak wczorajsze piwo. Gorzki jesteś w smaku, wygazowany, kompletnie pusty. Drażnisz mnie, wzbudzasz we mnie niesmak. Irytacja, która się we mnie pojawia na twój widok rozsadza mnie od środka i wszystko krzyczy we mnie " Odejdź !" albo "Idź w innym kierunku!". Idziesz jednak w moim i mam ochotę skręcić w prawo lub w lewo, żeby tylko cię nie minąć, żeby tylko kolejny raz nie zdać sobie sprawy, że całkiem ładne masz te oczy i głos cholernie aksamitny, melodyjny, grany na jeden takt. Nienawidzę cię, pomimo, że wcale cię nie znam. Nic o tobie nie wiem. Ale chyba kobieciarz z ciebie i zimny dupek. Może to ona cię tak zmieniła , nie wiem, nie chcę się przekonać jak smakuję w porównaniu z nią. Nie chcę wiedzieć na swoim przykładzie jak bardzo nic niewarte są dla ciebie kobiety. I wcale nie o tobie chciałam pisać, lecz o tym, jak samotnie mi w tej wieczór, płynący leniwie i boleśnie. A może w jakiś sposób się to łączy, bo wiązałam z tobą nadzieję. Myślałam, że tym razem będzie inaczej, ale się pomyliłam. W moim przypadku nie może być inaczej. Historia lubi się powtarzać. Zaczęłam się nawet tego bać.
Przełamałam się i odważyłam. Już zdecydowałam. Nic nie zaszkodzi się sprawdzić. Przecież nic nie stracę. Czekam na 25 dzień cholernego, listopadowego miesiąca, który być może zapoczątkuję nowy rozdział w moim życiu.
Zrobiło się gorąco i tłoczno od myśli. Zdawkowo, ale mam nadzieję, że starczy.
sobota, 10 listopada 2012
środa, 3 października 2012
Cool story bro. Amazing.
Długo zastanawiałam się, co w tym momencie mogłabym tu napisać. Pogubiłam się już w tym, co tak na prawdę jest warte uwagi, a co jest całkowicie neutralne. Ale inni lubią czytać i o tym i o tym. Ja o tym pierwszym z reguły nie lubię mówić. Bo i co niby? Że w nowej szkole całkiem mi dobrze i że wcale nie jest taka zła jak każdy mówił na początku? Jest dużo nauki i mało snu, to fakt. W rzeczywistości również mało czasu na cokolwiek, na spotkania z przyjaciółmi, na dłuższe rozmowy z nim, na większy kubek kawy, na napisanie paru stron, ba, paru zdań, a nawet na odpalenie w słuchawkach kochanej muzyki i zupełne nie myślenie o...wszystkim. Sądzę jednak, że to tylko początki, że kiedy przyzwyczaimy się do nowego trybu i ogarniemy to wszystko znajdziemy czas na siebie. 'Tak bardzo pierwszaki..'. Niby dotychczas też było sporo nauki, ale tutaj..tutaj jest inaczej, bo i atmosfera inna i ludzie jacyś inni, dojrzalsi, przychylni. Mało tu zawiści, częściej obojętność. Ale chyba lepsze to niż fałszywość, która aż roznosiła poprzednią szkołę. Tęsknie tylko za nielicznymi, a za samymi murami absolutnie nie. Spaliłam za sobą te mosty.
Ciepłe popołudnie. Nie wiem kiedy zmieniłam do tego wszystkiego stosunek. Nie mam pojęcia, w którym momencie spojrzałam na to zupełnie inaczej. Nie grzeje mnie to, nie mrozi mnie to. Nawet dezorientacji już nie czuję, bardziej sympatię, taką zwykłą, że to wszystko po prostu jest miłe. Ucieszyłam się, że wiem już, że te gesty nic nie znaczą, że zwyczajnie są. Nie wiem, czy z grzeczności, czy z przeszłości, czy z jakiegoś wymyślonego obowiązku, czy z poczucia stosowności. I nie wiem czemu je odwzajemniam. Może dlatego, że w mojej głowie jest to przyzwoite, a w mojej duszy całkiem ciepłe. Cieszę się, że możemy tak zwyczajnie pogadać, tak zwyczajnie się do siebie uśmiechnąć, tak szczerze spojrzeć sobie w oczy. Cieszę się, że już niczego od siebie nie potrzebujemy. Ogrzewam dłonie kubkiem herbaty. Mogę żyć trochę od nowa i to wszystko sobie ułożyć w bezpiecznej odległości, z dala od tych wszystkich przerobionych już głupstw.
Mniej miły aspekt, to te podłe gadki ludzi, którzy nic wiedzą i którzy tak na prawdę nic w życiu nie przeszli. Siedzą w tych swoich nudnych światach, piją w lesie, myślą, że są dowcipni, że są lubiani, że mają tak wielu przyjaciół, że mają charyzmę. Gówno mają. Gówno wiedzą. Nie lubią innych zwyczajnie za nic i tylko czekają, kiedy się odwrócisz, żeby mogli cię skomentować. W stosunku do swoich "przyjaciół" też nie są lepsi. Myślą, że nikt nie słyszy, kiedy mówią o nich wracając ze szkoły. A potem przybijają z nimi piątkę i myślą, że wszystko jest w porządku. Tracą wszystko i dobrze, niech stracą również wszystkich. Ale to i tak ich pewnie nie nauczy, że najlepiej żyć swoim życiem, zajmować się swoimi problemami i pieprzyć bzdur na prawo i lewo, bo ich pustymi słowami nie przejmuje się absolutnie nikt, a już na pewno nie ja. Nie ma to jak być prawie dorosłym, a zachowywać się jak pięcioletnie dziecko. Tylko współczuć, bo nic więcej zrobić nie można.
Brak mi pewnego miejsca. Zawsze mogłam tam zajrzeć i pouśmiechać się trochę. Mogłam wysłuchać wymyślonych , czy też prawdziwych historii pewnego bardzo fajnego dziadka i poopowiadać co u mnie miłej babci. Nie bałam się tam ogromnego psa, który wszystkim wydaje się groźny. Szłam tam z uśmiechem na ustach, bo wiedziałam, że za chwilę dopadnę się do swojego żywiołu, zacznę snuć melodię, usłyszę dobry rytm i ostro szarpane dźwięki. Lubiłam obejrzeć tam parę linków na youtube, a nawet zjeść rosół, którego przecież nie cierpię. Trochę czułam się tam obco, ale starałam się, cholernie się starałam. Brak mi tego miejsca, gdzie spędzałam tyle czasu, gdzie się przystosowałam, gdzie myślałam, że jestem bezpieczna. Jeszcze sobie z tym nie poradziłam, bo wraz z tym miejscem zatarło się coś cholernie dla mnie ważnego.
Zmykam pomalować paznokcie na oranż i troszkę pomyśleć o przyszłości.
Ciepłe popołudnie. Nie wiem kiedy zmieniłam do tego wszystkiego stosunek. Nie mam pojęcia, w którym momencie spojrzałam na to zupełnie inaczej. Nie grzeje mnie to, nie mrozi mnie to. Nawet dezorientacji już nie czuję, bardziej sympatię, taką zwykłą, że to wszystko po prostu jest miłe. Ucieszyłam się, że wiem już, że te gesty nic nie znaczą, że zwyczajnie są. Nie wiem, czy z grzeczności, czy z przeszłości, czy z jakiegoś wymyślonego obowiązku, czy z poczucia stosowności. I nie wiem czemu je odwzajemniam. Może dlatego, że w mojej głowie jest to przyzwoite, a w mojej duszy całkiem ciepłe. Cieszę się, że możemy tak zwyczajnie pogadać, tak zwyczajnie się do siebie uśmiechnąć, tak szczerze spojrzeć sobie w oczy. Cieszę się, że już niczego od siebie nie potrzebujemy. Ogrzewam dłonie kubkiem herbaty. Mogę żyć trochę od nowa i to wszystko sobie ułożyć w bezpiecznej odległości, z dala od tych wszystkich przerobionych już głupstw.
Mniej miły aspekt, to te podłe gadki ludzi, którzy nic wiedzą i którzy tak na prawdę nic w życiu nie przeszli. Siedzą w tych swoich nudnych światach, piją w lesie, myślą, że są dowcipni, że są lubiani, że mają tak wielu przyjaciół, że mają charyzmę. Gówno mają. Gówno wiedzą. Nie lubią innych zwyczajnie za nic i tylko czekają, kiedy się odwrócisz, żeby mogli cię skomentować. W stosunku do swoich "przyjaciół" też nie są lepsi. Myślą, że nikt nie słyszy, kiedy mówią o nich wracając ze szkoły. A potem przybijają z nimi piątkę i myślą, że wszystko jest w porządku. Tracą wszystko i dobrze, niech stracą również wszystkich. Ale to i tak ich pewnie nie nauczy, że najlepiej żyć swoim życiem, zajmować się swoimi problemami i pieprzyć bzdur na prawo i lewo, bo ich pustymi słowami nie przejmuje się absolutnie nikt, a już na pewno nie ja. Nie ma to jak być prawie dorosłym, a zachowywać się jak pięcioletnie dziecko. Tylko współczuć, bo nic więcej zrobić nie można.
Brak mi pewnego miejsca. Zawsze mogłam tam zajrzeć i pouśmiechać się trochę. Mogłam wysłuchać wymyślonych , czy też prawdziwych historii pewnego bardzo fajnego dziadka i poopowiadać co u mnie miłej babci. Nie bałam się tam ogromnego psa, który wszystkim wydaje się groźny. Szłam tam z uśmiechem na ustach, bo wiedziałam, że za chwilę dopadnę się do swojego żywiołu, zacznę snuć melodię, usłyszę dobry rytm i ostro szarpane dźwięki. Lubiłam obejrzeć tam parę linków na youtube, a nawet zjeść rosół, którego przecież nie cierpię. Trochę czułam się tam obco, ale starałam się, cholernie się starałam. Brak mi tego miejsca, gdzie spędzałam tyle czasu, gdzie się przystosowałam, gdzie myślałam, że jestem bezpieczna. Jeszcze sobie z tym nie poradziłam, bo wraz z tym miejscem zatarło się coś cholernie dla mnie ważnego.
Zmykam pomalować paznokcie na oranż i troszkę pomyśleć o przyszłości.
niedziela, 5 sierpnia 2012
skinny love.
Come on, skinny love. Uratuj mnie od niepowodzeń, od tych wszystkich małych grzechów - o których kiedyś zastrzegałam się, że dają mi wolność - a teraz ich nienawidzę. Pomóż mi wypłynąć na powierzchnie wszystkich tych złudzeń, racząc mnie prawdą. Gorzką nawet, ale prawdą. Od niepewności. Od niesprawiedliwości. Podaj mi swoją marmurową dłoń, odcinając mnie tym samym od fałszu. Zakręć mnie wokół własnej osi i złóż na mojej drżącej szyi lekki pocałunek twoich różanych ust. Mów tak do mnie, tym szepczącym półtonem. Zapewnij mnie po cichu, że warta jestem kolacji połączonych ze śniadaniami i kubka świeżo zaparzonej kawy, którą przyniesiesz mi do łóżka. Że chociaż troszkę. Żelaznym objęciem uświadom mi, że jestem krucha, a tylko wymyśliłam sobie, że jest inaczej. Pokaż mi jak cholernie cię potrzebuję. I razem wsłuchajmy się w te najpiękniejsze dźwięki, przy których pewnie ukradkiem uronię łzę, a ty otrzesz ją i zapomnisz. Zapomnisz. Tak jak o mnie zapominałeś już nie jeden raz. Nie szkodzi. Istniej dla mnie. Pozbieraj w całość wszystkie te moje pytania, abym jasno wiedziała, co tak naprawdę chcę wiedzieć i podaj mi krótkie, ale treściwe odpowiedzi. I wtedy się nie poddam. Nie wtedy. Jak na razie przegrałam z twoją pewnością, skinny love. W zakamarkach swoich nielicznych, pięknych snów wybiegam na łąkę i patrzę w niebo, zastanawiając się nad tym, ile tak rzeczywiście straciłam. I znów pieprzony koszmar. Mówiłam ci, abyś był cierpliwy. Mówiłam ci, abyś był subtelny. Mówiłam ci, abyś zachował równowagę. Mówiłam ci, abyś był życzliwy. I znów wszystko jest mi na przekór. Wiem już, straciłam samą siebie. Tą sprzed lat. Tą cholernie obojętną. Nie wiem co lepsze. A więc..skinny love, daj mi tą pewność, że było warto. Pokaż mi jak bardzo się myliłam. Pogrzeb na mej skórze wszystkie swoje tajemnice, którymi podzielisz się tylko ze mną. Bądź blisko, choćby tym przenikliwym spojrzeniem, którym napotykasz mnie od czasu do czasu. Obdarz mnie odrobiną światła. Ulotniliśmy się.
Niespokojne chwile przywołują ciarki na moim karku, kiedy znów szczelnie zamykam za sobą drzwi.Wtedy o niczym nie myślę, jest przeraźliwie pusto. Kolejne wspomnienie minionego wieczoru. Kolejny śmiech moich przyjaciół odbijający się echem w mojej głowie. Kolejne łzy na niebieskiej koszulce R. Zabijające mnie " ...przecież nie możesz się poddać..." Kolejny niedokończony papieros. Szczere wyznania na olkowym balkonie. Wszystko co kocham, choć powoli mnie niszczy...
Niespokojne chwile przywołują ciarki na moim karku, kiedy znów szczelnie zamykam za sobą drzwi.Wtedy o niczym nie myślę, jest przeraźliwie pusto. Kolejne wspomnienie minionego wieczoru. Kolejny śmiech moich przyjaciół odbijający się echem w mojej głowie. Kolejne łzy na niebieskiej koszulce R. Zabijające mnie " ...przecież nie możesz się poddać..." Kolejny niedokończony papieros. Szczere wyznania na olkowym balkonie. Wszystko co kocham, choć powoli mnie niszczy...
Jenny, a może już nie do końca.
Michelle?
poniedziałek, 23 lipca 2012
If you still care don't ever let me know !
Pogrzeb wszystkie Twe sekrety w mej skórze
Odejdź z niewinnością, zostawiając mnie z mymi grzechami
Powietrze wokół mnie wciąż przywodzi na myśl klatkę
A miłość tylko przykrywa to, co znowu przypomina wściekłość
Odejdź z niewinnością, zostawiając mnie z mymi grzechami
Powietrze wokół mnie wciąż przywodzi na myśl klatkę
A miłość tylko przykrywa to, co znowu przypomina wściekłość
Więc jeśli mnie kochasz pozwól mi odejść
I ucieknij zanim się o tym dowiem
Moje serce jest po prostu zbyt mroczne, by się tym przejąć
Nie mogę zniszczyć tego, czego tutaj nie ma
Przekaż mnie mojemu przeznaczeniu
W osamotnieniu nie mogę nienawidzić
Nie zasługuję na Ciebie
Mój uśmiech został zabrano dawno temu
Jeśli mogę się zmienić mam nadzieję, że nigdy się o tym nie dowiem
Ciągle przyciskam do swych ust Twoje listy
I żywię je częściami siebie, które smakują każdy pocałunek
Nie potrafiłam stawić czoła życiu bez Twojego światła
Ale wszystko to legło w gruzach, gdy odmówiłeś walki
Więc wstrzymaj oddech, ja nie będę tego słyszał
Sądzę, że postawiłem sprawy jasno
Nie mogłeś nienawidzić wystarczająco by kochać
I to ma niby wystarczyć?
Żałuję tylko, że byłeś moim przyjacielem
Wtedy na końcu mogłabym Cię skrzywdzić
Nigdy nie twierdziłam, że jestem święta
Moje ja zostało wygnane dawno temu
Nadzieja musiała umrzeć, bym pozwoliła Ci odejść
Więc rozbij się o moje skały
I wyrzuć swoją litość z mojej duszy
Nigdy nie potrzebowałeś pomocy
Sprzedałeś mnie, żeby oszczędzić siebie
I nie będę słuchać, że Ci wstyd
Uciekłeś, jesteście tacy sami
Anioły kłamią, by utrzymać kontrolę
Moja miłość została ukarana już dawno temu
Jeśli wciąż Ci zależy, nigdy nie daj mi znać
Jeśli wciąż Ci zależy, nigdy nie daj mi znać
To jest proste, szalenie proste. Tego nie ma, a ja idiotka wciąż się tym
żywię. Mała, naiwna Jenny, która myśli, że może być pięknie właśnie w
ten sposób, a wszyscy jej przypominają i próbują ją utwierdzić w tym, że
nie będzie. Odejdź. Odejdź do cholery. Po co to wszystko? Nie udawajmy,
że między nami wszystko może być dobrze. Na swój żałosny sposób Cię nienawidzę. To takie neutralne, normalne tak bardzo, że nikt nie chce o tym rozmawiać, chociaż ja tego szalenie potrzebuję bo ... bo być może nic nie jest takie jasne, jak mi się zdawało. Ale mimo wszystko jest dobrze, cieszę się tym, że jutro nie będę o tym pamiętać.
A ze spraw jeszcze mniej ważnych niż sprawa nieważna, to wakacje mijają mi świetnie. Od czwartku wszystko nabrało obrotu, spędziłam z moimi przyjaciółmi cudowne dni, wraca mi inspiracja, dużo piszę, mało mówię, wypijam niezliczone kubki herbaty i palę klikersy. I dobrze mi tutaj, cholernie mi dobrze.
wasza Jenny.
wtorek, 17 lipca 2012
inspirations.
Czym jest mobilizacja... Na pewno nie wysłuchiwaniem pochwał i słodzenia na temat tego co robimy. Wątpię także, abyśmy potrafili mobilizować się poprzez codziennie stawanie przy lustrze i mówienie sobie : "Jesteś wspaniały, a to co robisz jest najlepsze na całym świecie " , mimo iż amerykańscy naukowcy i psycholodzy wmawiają światu, że ten trend na samouwielbienie ma nam niby pomóc w tworzeniu pewności siebie, pokonywaniu barier oraz przełamywaniu nieśmiałości. Jak więc mogę zmobilizować się do wzięcia w garść, sięgnięcia po kartkę i napisania chociażby paru słów? Nie ważne, czy będzie to kolejna część opowiadania, czy może tekst piosenki. Muszę napisać cokolwiek, aby się nie wypalić. A może już za późno? Wierzę, że nie, bo przecież wciąż kocham przelewać swoje pomysły na papier, nie wyobrażam sobie swojej przyszłości bez tego i żyję wciąż o tym myśląc. Problem w tym, że ostatnimi czasy takich pomysłów nie mam. Wyprałam się z weny i inspiracji po ostatnich wydarzeniach. Dużo się zmieniło, a wszystko co mnie otaczało i z czym stykałam się na co dzień, przybrało barwę szarości, a raczej ... już tego nie ma. Myślę. Pisanie jest przecież moim życiem, więc... powinno go dotyczyć. Wszystkich tych emocji i zdarzeń. Całej tej masy uczuć. Moje życie powinno być inspiracją, moi przyjaciele, moja rodzina. Ja sama?
Więc mobilizacja to znajdowania najlepszego wyjścia z sytuacji, która go na pozór nie posiada. Robienie kroków do przodu, ruszanie z miejsca, a potem nie zwalnianie z tępa. Mobilizujące jest robienie wszystkiego najlepiej, jak tylko potrafimy. Nigdy nie na pół gwizdka. Stawanie się co raz lepszym i lepszym. Nie poddawanie się w połowie drogi. Świadomość, że to co robimy jest dobre, że zrobiliśmy to najlepiej, jak tylko umieliśmy. I najważniejsze - że zarówno my, jak i ludzie, dla których to robimy, jesteśmy szczęśliwi, że właśnie ta mała rzecz - napisanie piosenki, osiągnięcie jak najwyższego wyniku w zawodach, czy też w moim przypadku - napisanie opowiadania - daje komuś szczęście, ale przede wszystkim - daje je nam. Właśnie się zmobilizowałam!
Więc mobilizacja to znajdowania najlepszego wyjścia z sytuacji, która go na pozór nie posiada. Robienie kroków do przodu, ruszanie z miejsca, a potem nie zwalnianie z tępa. Mobilizujące jest robienie wszystkiego najlepiej, jak tylko potrafimy. Nigdy nie na pół gwizdka. Stawanie się co raz lepszym i lepszym. Nie poddawanie się w połowie drogi. Świadomość, że to co robimy jest dobre, że zrobiliśmy to najlepiej, jak tylko umieliśmy. I najważniejsze - że zarówno my, jak i ludzie, dla których to robimy, jesteśmy szczęśliwi, że właśnie ta mała rzecz - napisanie piosenki, osiągnięcie jak najwyższego wyniku w zawodach, czy też w moim przypadku - napisanie opowiadania - daje komuś szczęście, ale przede wszystkim - daje je nam. Właśnie się zmobilizowałam!
D. wróciła do domu, a więc wakacje uważam za rozpoczęte. Koniec z codziennym siedzeniem w domu i snuciem się od komputera do telewizora. Zaczynamy korzystać z uroków tych niecałych dwóch miesięcy wolności. W dodatku mam nadzieję, że na ostro. Przy dźwiękach Avenged, bfmv, soad. Na dobry początek misja - weekend. A będzie już tylko lepiej, ostrzej, mocniej ! ale niektórzy to się potrafią bawić. haha.
Dostałam się do wymarzonej szkoły, więc jestem szczęśliwa. Teraz zaczęło się to wszystko - sprawdzanie list, ocenianie ludzi na podstawie ich zewnętrzności, bla bla bla. To głupie?
Stwierdzam, że ludzie oprócz tego, że są kłamliwi, zamknięci, podli i złośliwi, to jeszcze perfidni. Każdy po troszku chowa w sobie odrobinę własnego zła. Gorzej, kiedy to wszystko nas przerośnie i zaczniemy tym płonąć... Dobrze, pisała dla was pełna nadziei i zapału
zainspirowana Jenny.
niedziela, 8 lipca 2012
There is something wrong with me...
Postrzegam u ludzi zawziętość. Nie tylko na swoje zdanie, nie tylko na swoje opinie, ale również na stereotypy. Czytając niektóre interesujące wypowiedzi wywnioskowałam, że ludzie, którzy pozornie bronią swoich ideałów i walczą ze stereotypami tak na prawdę są w nich cholernie zamknięci. Nie rozumiem, dlaczego jeżeli ktoś jest ogromnym fanem jakiegoś zespołu i na prawdę go kocha to spotyka się czasem z dezaprobatą innych jego fanów? Przecież to jasne, że nie każdy jest taki sam. Niby dlaczego ktoś słuchający ostrych brzmień ma ubierać się jedynie na czarno, a jeżeli jest dziewczyną nigdy nie eksponować swojej kobiecości, tylko dlatego, że "metalom" nie wypada? Ludzie, opanujcie się. Czy ci zawzięci obrońcy ciemnej strony nigdy nie chodzą na plażę, a jeżeli chodzą to w glanach? Inny przykład : czy blondynka, która od czasu do czasu założy różową bluzkę nie może słuchać rocka czy metalu? Najlepiej byłoby gdyby nie myła się tydzień, przefarbowała na czarno i ukryła to, że jest kobietą pod czarną koszulką w największym rozmiarze jaki istnieje. Moim zdaniem wszystko ma swój czas i miejsce. I niby dlaczego ktoś kto nie jest czarny od góry do dołu może kochać jakiś zespół jedynie za " wygląd" ? Muzyka Avenged i sami Sevenfoldzi zmienili wszystko w moim życiu. Stałam się zupełnie innym, uważam, że lepszym i dojrzalszym człowiekiem. I kocham ich właśnie za to, za każdy ich uśmiech, dzięki któremu i ja się uśmiecham. Za to, że dają mi szczęście, że dają mi wiarę i nadzieję. Zapewne dla członków żadnego zespołu nie liczy się wygląd fanów do cholery, ale to, że są przez nich kochani i szanowani. My również szanujmy się nawzajem. Oceniamy innych zbyt szybko. Ja na prawdę wiele potrafię zrozumieć. Sama nienawidzę, kiedy jakaś panienka, która naprawdę nie słucha ' takiej 'muzyki nagle wyskakuję w koszulce zespołu, bo jej się podobała, ale bez przesady, ludzie. Pewnie spotkałabym się teraz z odpowiedzią, że jeżeli ktoś słucha ciężkich brzmień to nie powinien wyznawać żadnego systemu wartości i nosić czarne ciuchy, bo takie mu pasują, a nie myje się, bo tak lubi , a poza tym, to przecież wcale nie musi, bo ... nic nie musi. Zacznijmy od tego, że muzykę nosi się w sercu i nie ważne jak wyglądamy, nie ważne jacy się wydajemy - póki muzyka daje nam szczęście, uczy nas czegoś i wspiera nas na duchu to jej słuchajmy i nie tłumaczmy się nikomu, że w tych pieprzonych czarnych ciuchach jest nam po prostu gorąco, czy też nie do twarzy. Załóżmy tę obciachową różową koszulkę, która nam się podoba i idźmy w niej na metalowy koncert ! Kto powiedział, że tak nie wolno? Ważne, żeby nikogo nie udawać i nie dusić się w stereotypach. Każdy ma prawo słuchać czego chcę i wyglądać jak chcę i powinniśmy się nawzajem tolerować. Muzyka jest piękna, więc dlaczego nas dzieli? Spotykam się z takimi zawziętymi głosami, jednak najczęściej ze strony bardzo młodych ludzi, którzy dopiero znaleźli się w tym świecie i chcą za wszelką cenę być w nim jak najmocniej. Pewnie dopiero za parę lat przekonają się o co w tym wszystkim chodzi. Na pewno nie o te nasze ciuszki, kolor włosów, kolor skóry, rodzaj obuwia czy sposób bycia. Te wszystkie zespoły, które przecież kochamy, grają muzykę i grają ją dla nas. Grają, żeby nas czegoś nauczyć, żeby coś nam opowiedzieć, przed czymś nas ostrzec bądź po prostu pokazać nam kawałek swojego świata. Śpiewają o rzeczach pięknych i tworzą nam uśmiech na twarzach, a czasami mówią o bólu, co przyprawia nas o kilka kapiących w nasze dłonie łez. Tu wcale nie chodzi o nas, nie chodzi też o nich. Chodzi o muzykę. Więc zwracajmy uwagę właśnie na nią, a nie na to, co akurat ktoś na siebie włożył. Szanujmy muzykę, muzyków, bo żeby nas zadowolić i dać nam te średnio 4 minuty szczęścia wkładają w to całych siebie. Szanujmy się nawzajem i zdejmijmy te cholerny klapki z oczów, bo krzycząc, że stereotypy są do dupy, tak na prawdę wciąż je tworzymy czy też kontynuujemy. Tyle ode mnie .
Czy boję się września? Jasne, że tak. Wszystko się zmieni, każda rzecz, która do tej pory była błogo banalna. Boję się nie tyle o siebie, lecz o moją...naszą przyjaźń i relację. Mam nadzieję, że wszystko przetrwa, że się " nie zastąpimy " ani nie olejemy. Wiem, że będzie ciężko, ale trzeba też pomyśleć ile będzie tych szczęśliwych chwil. Chciałabym spędzić je z moimi przyjaciółmi, z nikim więcej, a nawet jeżeli nie będzie ich bezpośrednio przy mnie , to zrobię wszystko, aby pozostali częścią mojego świata. I chciałabym, żeby wreszcie przytrafiło mi się coś pięknego. Jak na razie mam przed sobą wakacje, na razie może trochę nudne i wolne, ale kiedy tylko D. wróci, polecimy na ostro. A potem Sycylia :) Mam nadzieję, że chociaż w tym roku trochę się opalę.
To takie cudowne usłyszeć od kogoś obcego, że moje bazgroły są coś warte, że chciałby pisać z taką łatwością jak ja i że na prawdę jest dobrze...
Ok, będę się zbierać, może zdążę się z nim. jeszcze dzisiaj pokłócić czy też usłyszeć parę słów za dużo.
Wasza Jenn.
wtorek, 26 czerwca 2012
too fast ...
Szybko, zanim dotrze do mnie, że to bezsensu. Jednak ta szybkość mnie zabija, za każdym razem, kiedy w coś brnę. Pokrótce, bo nie mam zbyt dużo czasu, czy też ochoty, żeby rozpisywać się tutaj.
Zacznę od rzeczy przyjemnych - koncert Comy. Każdy kto tam był wie, że było cudownie. Efektem tego są siniaki, obicia, parę łez, bolący kark, zgubiona bransoletka, niedoprane spodnie. Jednak było warto, bo ciepły, przeszywający mi serce głos Roguca, zostanie ze mną na długi, długi czas. Swobodna również sobie poradziła. To niesłychane, tylu wspaniałych ludzi w jednym miejscu. I kilka szmir. Jednak zarówno weekend jak i początek tego tygodnia zaliczam do udanych, mimo wszystko..
Zacznę od rzeczy przyjemnych - koncert Comy. Każdy kto tam był wie, że było cudownie. Efektem tego są siniaki, obicia, parę łez, bolący kark, zgubiona bransoletka, niedoprane spodnie. Jednak było warto, bo ciepły, przeszywający mi serce głos Roguca, zostanie ze mną na długi, długi czas. Swobodna również sobie poradziła. To niesłychane, tylu wspaniałych ludzi w jednym miejscu. I kilka szmir. Jednak zarówno weekend jak i początek tego tygodnia zaliczam do udanych, mimo wszystko..
Tup tup, zakończenie roku ! Nareszcie uwolnię się od tej szkoły, która napawa mnie obrzydzeniem, fałszywych ludzi, zakłamanych twarzy, dennych nauczycieli i całej reszty gówniarzy, udawanych "metali" i lasek w za małych spodniach. Nie mogę się już doczekać ! Smutny aspekt jest taki, że z moimi najbliższymi przyjaciółmi, prawdopodobnie trafimy do innych klas, a nawet szkół. Jednak nic nas nie rozłączy ! Z egzaminu jestem zadowolona, ze świadectwa również. A jak już jesteśmy przy tym temacie to tak : mam w dupie zarówno wasze oceny, zachowanie i punkty, zajmuję się wyłącznie sobą, więc i wy zajmijcie się swoimi dokumentami i nie szukajcie zaczepki tam, gdzie w zamian możecie dostać bardzo duży problem. Ha, jeszcze tego brakowało, żebym interesowała się cudzymi wynikami. Jeżeli pytam, to z grzeczności, więc ... beach, please. Również w tym miejscu zaznaczam, że przykro mi, że zbyt często macie siajowe źródła informacji, bo również wasze życia, związki, kłótnie i spory mnie interesują. Dlatego błagam, zamknijcie te fałszywe mordy i wracajcie do swoich kolorowych światów. Na prawdę nikt, a tym bardziej ja, nie interesuje się waszymi sprawami, więc wy również nie interesujcie się moimi :)))).
Takim oto optymistycznym akcentem kończę ten wątek.
Takim oto optymistycznym akcentem kończę ten wątek.
Trochę newsów. Zakończenie roku będzie do dupy, bo tylko parę osób podjęło się jego organizacji. Trudno. Ważne, żebyśmy my mieli z tego trochę radości :) Brian rośnie jak na drożdżach. "Second Heartbeat 2 . Nightamare " jest już w obróbce, wiec niedługo parę osób będzie mieć lekturę. Snujemy sobie cudowne plany na wakacje :)
No a my już wygaśliśmy. Nie spodziewałam się chyba, że stanie się to tak szybko. Może nie tylko odległość tu zawiniła, chociaż przyczyniła się do tego najbardziej. Cóż niunia, nie wypełniliśmy się. Trochę mi tego szkoda.
Szukam od nowa, znów i znów, lecz przez czyjś bardzo głupi kaprys, zawsze zatrzymuję się w tym samym miejscu, przed znajomą mi twarzą i spojrzeniem na dnie serca. Cześć, długo cię nie było i wracaj skąd przyszedłeś.
Szukam od nowa, znów i znów, lecz przez czyjś bardzo głupi kaprys, zawsze zatrzymuję się w tym samym miejscu, przed znajomą mi twarzą i spojrzeniem na dnie serca. Cześć, długo cię nie było i wracaj skąd przyszedłeś.
Wasza Jenn.
poniedziałek, 11 czerwca 2012
zagadko...
' Powiedziałaś, że nim gardzisz , i te twoje słowa są jednoznaczną oceną jego postawy i działania czy też - jak twierdzisz - jego bierności. A przecież nie znasz ani jednej jego myśli.Nie wiem czy można sądzić człowieka tylko na podstawie jego słów i gestów. Słowa i gesty mogą być wieloznaczne, wieloznaczne również może być milczenie i brak gestów. Wszystko jest wieloznaczne, jeżeli nie zna się prawdziwego sensu słów, milczenia, gestów. Patrzysz na mnie tak, jakbyś nie rozumiał o czym mówię. Mogę powtórzyć : wszystko jest wieloznaczne, jeżeli nie zna się prawdziwego sensu słów, milczenia, gestów. Jeżeli nie zna się myśli. Nie sądź więc nikogo na podstawie przesłanek, które mogą być złudne. Przecież to wszystko mogło wyglądać inaczej. [...] Starał się być blisko ciebie. Było mu źle, ciężko, samotnie i chciał chociaż częścią swojego smutku podzielić się z tobą. Właśnie z tobą, z nikim innym. Już dawno wybrał ciebie. Nie wiem dlaczego, może za twój uśmiech, może za prawdomówność, może za oczy czy jakieś cechy charakteru, o których ja nie mam pojęcia.
Wybrał ciebie i nosił w sobie ten wybór, czekając na chwilę, kiedy będzie ci mógł o nim powiedzieć. Jeszcze nie teraz, nie tej niedzieli. [...] A więc przez cały czas starał się być blisko ciebie, czekał na okazję...'
Wybrał ciebie i nosił w sobie ten wybór, czekając na chwilę, kiedy będzie ci mógł o nim powiedzieć. Jeszcze nie teraz, nie tej niedzieli. [...] A więc przez cały czas starał się być blisko ciebie, czekał na okazję...'
cudowne..idealnie doskonałe.
Pozostałam w kropce, wielkiej, czarnej, pustej w środku kropce. Polubiłam być niczyja. Teraz staję się wszystkich po trochu i wcale mi to nie odpowiada. Lepsza była ta cisza, której od bardzo dawna nikt w przyjemny sposób nie zakłócał. Zmiany bardzo często są konieczne, o czym mała Jenn już nie raz miała okazję się przekonać. Kolejna, sobotnia, dała mi trochę do zrozumienia. Bez szczegółów - jest lepiej, a że wszystko ma swoje konsekwencję to i to zapewne pociągnie za sobą kilka zmian. Chyba ich nie chcę... chyba byłoby już na nie za późno.
Zostawiam Was, nic nie umiem na jakże ważny dla mnie polski.
trzymajcie się.
rozwiąż się.
poniedziałek, 4 czerwca 2012
te same błędy..
Korzystając z tego, że absolutnie nic nie wchodzi mi do głowy, jeżeli chodzi o naukę wosu: pieprzone organizacje, stosunki międzynarodowe, polityka zagraniczna itd itd, postanowiłam zręcznie coś tu napisać, bo tak jak zapowiadałam - emocję już opadły. Chwilę zastanawiałam się, jak sformułować to wszystko, aby nie wydać się oczywistą i nadto bezpośrednią, zdecydowałam, że zacznę od rzeczy realnych, które już się zdarzyły, nie muszą być roztrząsane i nie potrzebują nadmiernego rozmyślania nad nimi.
Koncert, ahh pierwszy NASZ koncert, udał się ładnie. Przynajmniej publiczności się podobało, ja również jestem zadowolona, R. coś świruję, nie wiem o co chodzi, ale walnę go z łeb jak jeszcze raz usłyszę marudzenie odnośnie solówki w So Far Away. Zostaliśmy nawet poproszeni przez naszą wierną, ukochaną publiczność o bis, poczęstowali nas również przeeeeekosmicznym pogo, fotografowali, nagrywali, więc na dolę wklejam parę zdjęć z koncertu. Nie zdawałam sobie sprawy, jakie to miłe i niezwykłe słyszeć tyle słów pochwały, zostać objętym tyle razy, a nawet zobaczyć łzy na paru bardzo wrażliwych policzkach. Force Sudden Death jeszcze raz dziękuję wam wszystkim za obecność oraz wsparcie pod sceną ( niektórzy z nas na prawdę mocno się denerwowali), a jeżeli ktoś nie mógł być z nami, z najróżniejszych powodów, to mamy nadzieję, że przynajmniej trzymał za nas kciuki. ( wiem, że trzymałeś ;) )
Takie dni jak wczorajszy mogłyby zdarzać się częściej, bo to niesamowita okazja do poznania się bliżej, nawet z osobami, z którymi widujemy się na co dzień. Przyjemnie jest przysiąść na znalezionej przez A. polanie, absolutnie niczym się nie martwić i wlewać w siebie niedozwoloną dawkę alkoholu, w końcu możemy to robić, mamy na sobie ciężkie buty i ciężkie makijaże. Było cudownie, ale to dzięki temu, że zawsze mam was obok, w pojedynkę życie byłoby smutne i takie puste.
Takie dni jak wczorajszy mogłyby zdarzać się częściej, bo to niesamowita okazja do poznania się bliżej, nawet z osobami, z którymi widujemy się na co dzień. Przyjemnie jest przysiąść na znalezionej przez A. polanie, absolutnie niczym się nie martwić i wlewać w siebie niedozwoloną dawkę alkoholu, w końcu możemy to robić, mamy na sobie ciężkie buty i ciężkie makijaże. Było cudownie, ale to dzięki temu, że zawsze mam was obok, w pojedynkę życie byłoby smutne i takie puste.
Nie wierzę w to, jak czasem można złapać się na swojej naiwności. Kolejny już raz pomyślałam sobie " Jenn, ty idiotko, znów prawie dałaś się oszukać, kolejny raz prawie stałaś się planem B." Lecz nie tym razem ;) To po pierwsze. Po drugie nienawidzę uczucia, które właśnie teraz mi towarzyszy, kiedy nawet nie chcąc, ranię kogoś boleśnie. Po trzecie, chociaż to miłe i przyjemnie zastanawiające, uciekam przed spojrzeniem bladoniebieskim, mętnym, prawie sinym, które uśmiecha się do mnie i patrzy mi na usta, mówiąc tak ciepło, a jednocześnie łamiąc mi kości gdzieś w okolicy klatki piersiowej. To wyjątek, zawsze zjawiający się w najmniej odpowiednim momencie... a może i się mylę. Po czwarte i ostatnie, śmieję się jak jakaś wariatka do ekranu komputera, szkoda, że mam możliwość jedynie porozmawiać sobie z małym, wirtualnym okienkiem. Jaki rozbudowany ten wątek od tego weekendu.
Siedzę tu i raczę samą siebie ogromną, mrożoną kawą, w której nie pożałowałam sobie nawet bitej śmietany i zajadam szarlotkę, ulubioną szarlotkę Emi , pieczoną według przepisu mamy. Mam tak mało na głowię, mam luźno upięte włosy, mam rozłożoną przed sobą książkę od wosu, ale naprawdę mnie to nie obchodzi. Czemu więc nie czuję radości? Być może chciałabym , żeby koło mojego kubka stał drugi, wypełniony po brzegi, a koło mojego talerzyka - drugi talerzyk. Jestem tu sama, konsumuję moje malutkie szczęście w pojedynkę. Ktoś chciał mi ostatnio przesłać składniki do ciasta pocztą, jednak... to nie to samo.
Tymczasem czeka mnie dawka państwa w państwie, więc żegnam was, mimo wszystko pozytywnie. do usłyszenia. Jenny.
Subskrybuj:
Posty (Atom)