wtorek, 17 lipca 2012

inspirations.

Czym jest mobilizacja... Na pewno nie wysłuchiwaniem pochwał i słodzenia na temat tego co robimy. Wątpię także, abyśmy potrafili mobilizować się poprzez codziennie stawanie przy lustrze i mówienie sobie : "Jesteś wspaniały, a to co robisz jest najlepsze na całym świecie " , mimo iż amerykańscy naukowcy i psycholodzy wmawiają światu, że ten trend na samouwielbienie ma nam niby pomóc w tworzeniu pewności siebie, pokonywaniu barier oraz przełamywaniu nieśmiałości. Jak więc mogę zmobilizować się do wzięcia w garść, sięgnięcia po kartkę i napisania chociażby paru słów? Nie ważne, czy będzie to kolejna część opowiadania, czy może tekst piosenki. Muszę napisać cokolwiek, aby się nie wypalić. A może już za późno? Wierzę, że nie, bo przecież wciąż kocham przelewać swoje pomysły na papier, nie wyobrażam sobie swojej przyszłości bez tego i żyję wciąż o tym myśląc. Problem w tym, że ostatnimi czasy takich pomysłów nie mam. Wyprałam się z weny i inspiracji po ostatnich wydarzeniach. Dużo się zmieniło, a wszystko co mnie otaczało i z czym stykałam się na co dzień, przybrało barwę szarości, a raczej ... już tego nie ma. Myślę. Pisanie jest przecież moim życiem, więc... powinno go dotyczyć. Wszystkich tych emocji i zdarzeń. Całej tej masy uczuć. Moje życie powinno być inspiracją, moi przyjaciele, moja rodzina. Ja sama?
Więc mobilizacja to znajdowania najlepszego wyjścia z sytuacji, która go na pozór nie posiada. Robienie kroków do przodu, ruszanie z miejsca, a potem nie zwalnianie z tępa. Mobilizujące jest robienie wszystkiego najlepiej, jak tylko potrafimy. Nigdy nie na pół gwizdka. Stawanie się co raz lepszym i lepszym. Nie poddawanie się w połowie drogi. Świadomość, że to co robimy jest dobre, że zrobiliśmy to najlepiej, jak tylko umieliśmy. I najważniejsze - że zarówno my, jak i ludzie, dla których to robimy, jesteśmy szczęśliwi, że właśnie ta mała rzecz - napisanie piosenki, osiągnięcie jak najwyższego wyniku w zawodach, czy też w moim przypadku - napisanie opowiadania - daje komuś szczęście, ale przede wszystkim - daje je nam. Właśnie się zmobilizowałam!

D. wróciła do domu, a więc wakacje uważam za rozpoczęte. Koniec z codziennym siedzeniem w domu i snuciem się od komputera do telewizora. Zaczynamy korzystać z uroków tych niecałych dwóch miesięcy wolności. W dodatku mam nadzieję, że na ostro. Przy dźwiękach Avenged, bfmv, soad. Na dobry początek misja - weekend. A będzie już tylko lepiej, ostrzej, mocniej ! ale niektórzy to się potrafią bawić. haha. 
Dostałam się do wymarzonej szkoły, więc jestem szczęśliwa. Teraz zaczęło się to wszystko - sprawdzanie list, ocenianie ludzi na podstawie ich zewnętrzności, bla bla bla. To głupie?
Stwierdzam, że ludzie oprócz tego, że są kłamliwi, zamknięci, podli i złośliwi, to jeszcze perfidni. Każdy po troszku chowa w sobie odrobinę własnego zła. Gorzej, kiedy to wszystko nas przerośnie i zaczniemy tym płonąć...
Dobrze, pisała dla was pełna nadziei i zapału
zainspirowana Jenny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz