Tu Jenny. Może być ten Jenn. Jeżeli komuś bardziej to odpowiada to Całkiem Złośliwy Mały Metal, chociaż ostrzegam, że nie lubię określenia " mały ". Jednak jakoś to do mnie przylega, nie wiem czy przez wzrost, czy przez wiek, czy też bardzo zabawną " słodką " minę, kiedy jestem szczęśliwa.
Czy muszę was wprowadzać w słodki koszmar mojego życia? Myślę, że nie, przecież przeszłość się nie liczy, a przyszłość będziecie poznawać razem ze mną, stopniowo. Mogę jednak zapoznać was chociaż trochę z moją osobą.
Moje życie to nie jakaś marna egzystencja. Wiele się dzieję, staram się, żeby było ciekawie, barwnie. Tak jak każdy, chciałabym żyć pięknie. Mam kilku prawdziwych, bliskich mi ludzi. Są to moi przyjaciele, ale w sumie, to jesteśmy dla siebie jak rodzina. Spędzamy razem każdy dzień. Trochę nie mamy innego wyjścia, bo jesteśmy rówieśnikami i chodzimy do tej samej szkoły, a w większości do tej samej klasy.
Jest wiele czynników, które nas łączą, ale przede wszystkim - muzyka. Dźwięk, który spaja nas w jedną całość dając nam wewnętrzną radość bycia razem. Najczęściej słuchamy mocnych brzmień, jednak faworytem każdego jest inny zespół. Bullet for my Valentine, System of a Down, Children of Badoom, Three Days Grace, Slipknot, Green Day - wszystko to i wiele wiele więcej gości w naszych sercach.
Dla mnie jednak na pierwszym miejscu już chyba na zawsze będzie Avenged Sevenfold. Nie wiem, czy znacie, czy też nie, ale uwierzcie, że warto zatracić się w ich muzyce, a jeżeli ją pokochacie, to na pewno Brian, Matt, Zacky, Johnny a także The Rev również staną się dla was pewną częścią waszego świata. Ze mną tak było. Nie chcę tu pisać rzeczy banalnych : kocham ich muzykę, zachowanie sceniczne, poczucie humoru, precyzję, historię... ale nie powstrzymam się, bo tak właśnie jest. A jeszcze bardziej tandetnie zabrzmi to, że zawdzięczam im siebie. Zawdzięczam im Jenny. Wywrócili moje podejście do swojej osoby i całej reszty świata o sto osiemdziesiąt stopni. I wreszcie w pewnym sensie jestem szczęśliwa.
Życie rodzinne to jak jakaś karuzela. Raz jest bardzo dobrze, a niekiedy chcę się wyjść i po prostu nie wracać do domu pełnego złych nastrojów. Głównym powodem jestem ja, albo inaczej - moje złe zachowanie, pyskowanie, niedziewczęce stroje, za ciemny makijaż, zbyt głośna muzyka. Nie obchodzi mnie to. Może czasem, kiedy między wierszami padają słowa " Dlaczego nie jesteś taka jak A. ? " Trudno się dziwić rodzicom, że dużo bardziej cenią dorosłą, poukładaną kobietę, bardzo piękną, dobrze wykształconą, ze wspaniałą pracę, cudownym narzeczonym żołnierzem i perspektywami na przyszłość. Ja chyba nie chcę dorastać w sposób, gdzie stanę się idealną kopią swojej siostry. Całkiem dobrze mi z tą moim ciętym językiem, zespołowymi koszulkami, ciemnymi włosami i makijażem, bandamkami i uniesionym wskazującym i małym palcem. Po siostrze odziedziczyłam jedynie zamiłowanie do przedmiotów humanistycznych. To jest to, z czym chcę wiązać przyszłość, jeżeli moje utopijne marzenia nie wypalą.
A skąd moje zamiłowanie do muzyki? Uwielbiam śpiewać. Jestem wokalistką w garażowym zespole, tam się realizuję i spełniam swoje pasje, a obok mnie mój przyjaciel gitarzysta i drugi - perkusista. Śpiewam jeszcze w innych miejscach. A w sumie to śpiewam wszędzie. Nie wyobrażam sobie bez tego życia. To koloruje mój świat na barwę intensywnie czerwoną - moją ulubioną.
Czy muszę was wprowadzać w słodki koszmar mojego życia? Myślę, że nie, przecież przeszłość się nie liczy, a przyszłość będziecie poznawać razem ze mną, stopniowo. Mogę jednak zapoznać was chociaż trochę z moją osobą.
Moje życie to nie jakaś marna egzystencja. Wiele się dzieję, staram się, żeby było ciekawie, barwnie. Tak jak każdy, chciałabym żyć pięknie. Mam kilku prawdziwych, bliskich mi ludzi. Są to moi przyjaciele, ale w sumie, to jesteśmy dla siebie jak rodzina. Spędzamy razem każdy dzień. Trochę nie mamy innego wyjścia, bo jesteśmy rówieśnikami i chodzimy do tej samej szkoły, a w większości do tej samej klasy.
Jest wiele czynników, które nas łączą, ale przede wszystkim - muzyka. Dźwięk, który spaja nas w jedną całość dając nam wewnętrzną radość bycia razem. Najczęściej słuchamy mocnych brzmień, jednak faworytem każdego jest inny zespół. Bullet for my Valentine, System of a Down, Children of Badoom, Three Days Grace, Slipknot, Green Day - wszystko to i wiele wiele więcej gości w naszych sercach.
Dla mnie jednak na pierwszym miejscu już chyba na zawsze będzie Avenged Sevenfold. Nie wiem, czy znacie, czy też nie, ale uwierzcie, że warto zatracić się w ich muzyce, a jeżeli ją pokochacie, to na pewno Brian, Matt, Zacky, Johnny a także The Rev również staną się dla was pewną częścią waszego świata. Ze mną tak było. Nie chcę tu pisać rzeczy banalnych : kocham ich muzykę, zachowanie sceniczne, poczucie humoru, precyzję, historię... ale nie powstrzymam się, bo tak właśnie jest. A jeszcze bardziej tandetnie zabrzmi to, że zawdzięczam im siebie. Zawdzięczam im Jenny. Wywrócili moje podejście do swojej osoby i całej reszty świata o sto osiemdziesiąt stopni. I wreszcie w pewnym sensie jestem szczęśliwa.
Życie rodzinne to jak jakaś karuzela. Raz jest bardzo dobrze, a niekiedy chcę się wyjść i po prostu nie wracać do domu pełnego złych nastrojów. Głównym powodem jestem ja, albo inaczej - moje złe zachowanie, pyskowanie, niedziewczęce stroje, za ciemny makijaż, zbyt głośna muzyka. Nie obchodzi mnie to. Może czasem, kiedy między wierszami padają słowa " Dlaczego nie jesteś taka jak A. ? " Trudno się dziwić rodzicom, że dużo bardziej cenią dorosłą, poukładaną kobietę, bardzo piękną, dobrze wykształconą, ze wspaniałą pracę, cudownym narzeczonym żołnierzem i perspektywami na przyszłość. Ja chyba nie chcę dorastać w sposób, gdzie stanę się idealną kopią swojej siostry. Całkiem dobrze mi z tą moim ciętym językiem, zespołowymi koszulkami, ciemnymi włosami i makijażem, bandamkami i uniesionym wskazującym i małym palcem. Po siostrze odziedziczyłam jedynie zamiłowanie do przedmiotów humanistycznych. To jest to, z czym chcę wiązać przyszłość, jeżeli moje utopijne marzenia nie wypalą.
A skąd moje zamiłowanie do muzyki? Uwielbiam śpiewać. Jestem wokalistką w garażowym zespole, tam się realizuję i spełniam swoje pasje, a obok mnie mój przyjaciel gitarzysta i drugi - perkusista. Śpiewam jeszcze w innych miejscach. A w sumie to śpiewam wszędzie. Nie wyobrażam sobie bez tego życia. To koloruje mój świat na barwę intensywnie czerwoną - moją ulubioną.
Dobranoc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz