Tak trudno jest określić siebie.
Jaka jest różnica między indywidualnością a dziwactwem ? Jak cienka jest
granica między tymi dwoma zjawiskami? A może indywidualność to już dziwactwo?
Ktoś to określił? Za wiele pytań. Irytują mnie ludzie zbyt indywidualni, w
dodatku przesadni, wręcz obrzydliwi. Wyszukane słowa na blogach, których
znaczenia nawet nie znają, a w rozmowie na żywo tępi. Szukają kącika dla swojej
pozornej oryginalności u ludzi przeciętnych, w miejscach przeciętnych, w
sklepach przeciętnych , w przeciętnym życiu. Nie mogę znieść tych twarzy
zachwycających się rzeczami, o których nie mają pojęcia, znajdujących ukojenie
w podkradaniu czyiś pomysłów, zachowań, zwyczajów, przyjaciół ... bliskich
osób? Za wiele tego. A przecież uważają się za takich indywidualnych.
Natłok spraw do poruszenia. Wiele tych podnoszących ciśnienie, ale również muskających duszę. Potem pustka. Kto wypełni pustkę po brzegi? Co ją wypełni? Ona czeka. Mogę ją tylko ubarwić, nadać jej blasku i posypać brokatem. To niczego nie zmieni. A więc wkładam do środka mnóstwo muzyki i trochę swojego serca. Odrobinkę samej siebie. Nie jestem egoistką. Może trochę, taką jak każdy. Nikt mi nie powie, że dba tylko i wyłącznie o sprawy innych. Mimo wszystko nie warto zapominać o sobie. Przecież w naszym życiu gramy pierwszoplanową rolę. Jesteśmy jego głównym bohaterem. Potem jest cała bardzo istotna reszta.
Miejsca w których byłeś, jesteś, będziesz. Kawałki wydartych wspomnień. Nikt nam tego nie odbierze. Są też trudne retrospekcje. Dwoje za młodych na to co im się przytrafiło ludzi, brudny zachód słońca i wcale nieistotna reszta. Kilka ciepłych słów, upewnień, obietnic. I po co to wszystko? Przecież i tak za chwilę nic nie będzie mieć znaczenia. A ta walka później? To morze na darmo wylanych łez, zwierzeń, słów rzucanych bez zastanowienia. Nieme " poddaję się " i dzika satysfakcja drugiej strony. Niby nieoczekiwane zakończenie. Ostatnia umiera ta ździra, nadzieja. Później spokój, który za moment zmąci fala wiele nas uczących porażek.
Kolejna batalia, bitwy stoczone z innymi i z samym sobą. Nie ma sensu się kłócić, nie ma sensu się bać. Przecież jesteśmy rodziną, przyjaciółmi, wrogami, ale łączy nas człowieczeństwo. Dorośnijmy, poczekajmy, połóżmy się, odpocznijmy, zapomnijmy... zapomnijmy.
Stwierdzam, że moje " więcej szczęścia niż rozumu " wypowiedziane przez mamę, jest trafne. Nie robię nawet afery, śmieję się pod nosem. Co ma być to będzie, przecież daję z siebie wszystko. Nie będę kłamać, że ślęczę przy książkach do nocy,że właśnie za momencik będę się uczyć. Podchodzę do tego z lekkim dystansem. To ja mam to przeżuć, a nie to wypluć mnie. Mała przypinka z Avenged na szczęście. To głupie, ale trochę uspakaja mnie to, że jest przy moim sercu. Może trochę spowalnia mój oddech. Jest dobrze, nie stresujemy się, prawda Lilly?
Do kiedyś.
Natłok spraw do poruszenia. Wiele tych podnoszących ciśnienie, ale również muskających duszę. Potem pustka. Kto wypełni pustkę po brzegi? Co ją wypełni? Ona czeka. Mogę ją tylko ubarwić, nadać jej blasku i posypać brokatem. To niczego nie zmieni. A więc wkładam do środka mnóstwo muzyki i trochę swojego serca. Odrobinkę samej siebie. Nie jestem egoistką. Może trochę, taką jak każdy. Nikt mi nie powie, że dba tylko i wyłącznie o sprawy innych. Mimo wszystko nie warto zapominać o sobie. Przecież w naszym życiu gramy pierwszoplanową rolę. Jesteśmy jego głównym bohaterem. Potem jest cała bardzo istotna reszta.
Miejsca w których byłeś, jesteś, będziesz. Kawałki wydartych wspomnień. Nikt nam tego nie odbierze. Są też trudne retrospekcje. Dwoje za młodych na to co im się przytrafiło ludzi, brudny zachód słońca i wcale nieistotna reszta. Kilka ciepłych słów, upewnień, obietnic. I po co to wszystko? Przecież i tak za chwilę nic nie będzie mieć znaczenia. A ta walka później? To morze na darmo wylanych łez, zwierzeń, słów rzucanych bez zastanowienia. Nieme " poddaję się " i dzika satysfakcja drugiej strony. Niby nieoczekiwane zakończenie. Ostatnia umiera ta ździra, nadzieja. Później spokój, który za moment zmąci fala wiele nas uczących porażek.
Kolejna batalia, bitwy stoczone z innymi i z samym sobą. Nie ma sensu się kłócić, nie ma sensu się bać. Przecież jesteśmy rodziną, przyjaciółmi, wrogami, ale łączy nas człowieczeństwo. Dorośnijmy, poczekajmy, połóżmy się, odpocznijmy, zapomnijmy... zapomnijmy.
Stwierdzam, że moje " więcej szczęścia niż rozumu " wypowiedziane przez mamę, jest trafne. Nie robię nawet afery, śmieję się pod nosem. Co ma być to będzie, przecież daję z siebie wszystko. Nie będę kłamać, że ślęczę przy książkach do nocy,że właśnie za momencik będę się uczyć. Podchodzę do tego z lekkim dystansem. To ja mam to przeżuć, a nie to wypluć mnie. Mała przypinka z Avenged na szczęście. To głupie, ale trochę uspakaja mnie to, że jest przy moim sercu. Może trochę spowalnia mój oddech. Jest dobrze, nie stresujemy się, prawda Lilly?
Do kiedyś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz