sobota, 2 czerwca 2012

Nie lubię jak ktoś coś, a potem nic.

  Coś na szybko, zanim przyjdzie moja jednoosobowa grupa wsparcia. Nie sądziłam, że kiedykolwiek ( a przynajmniej nie tak szybko i nie w takich okolicznościach ) będę przeżywać tak stresujące momenty. Boli mnie brzuch, dudni mi w uszach, zdarłam już gardło, a dziwnego pochodzenia łzy cisną mi się na oczy. To już jutro, boję się jak cholera i będę w stanie pisać i mówić o tym, dopiero kiedy emocje już opadną, czyli jutro wieczorem, ewentualnie pojutrze rano. Ostatnia prosta. Koncert rozpocznie się dokładnie za 23,5 godziny. Życzcie nam powodzenia i trzymajcie za nas kciuki oraz jeszcze raz zapraszamy wszystkich gorąco do wspierania nas pod sceną !
  Dziwna jestem, za szybko wszystko rozgrywam, zbyt szybko przyzwyczajam się do małych rzeczy, za poważnie biorę wszystko do siebie, szczególnie drobne sprawy. W przyszłości odbiję się to pewnie na mnie, ze zdwojoną siłą. Takie ciężkie znoszenie krytyki, przerost ambicji i powoli osłabiające mnie doświadczenie w różnych kwestiach wcale nie wróży nic dobrego.

  Ok, nie ma co przedłużać. Korzystajcie z soboty, jaka by ona nie była i trzymajcie się cieplutko.
  Cholernie niespokojna Jenny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz